Sesja plenerowa jest najbardziej wymagającą częścią przygody ze zdjęciami ślubnymi i ostateczny jej efekt będzie zależał w dużej mierze od zaangażowania Pary Młodej. Od razu przestrzegam – pozowanie to nie tylko stanie przed obiektywem. W przypadku bardziej zaawansowanych sesji zdjęciowych to szybkie wcielanie się w różne role, to zabawa w aktorów, którzy muszą nagle odtworzyć na środku stacji metra miłosne objęcie lub udawać, że są jedynymi na zatłoczonej ulicy. Jeśli przeraża nas taka wizja, nie ryzykujmy, wybierzmy miejsce dla nas odpowiednie – takie, w którym na pewno sobie poradzimy. Nie każdy ma dryg do tego typu pomysłów. Ludzie z natury ceniący spokój nie odnajdą się w tłocznym wagonie, a już na pewno nie zagrają tam szczerze samych siebie, bo to nie takie proste, ‘być sobą’ kiedy wszystko wokół jest ‘nie nasze’, nowe lub obce. Proszę więc przygotować się na spory wysiłek – kilka godzin pozowania potrafi porządnie zmęczyć. Pamiętajmy też o zaangażowaniu – dajmy z siebie, przez czas sesji plenerowej, jak najwięcej – trochę niedogodności, niecodzienności zostanie wynagrodzone – ślubny album – którego urok będzie wprost proporcjonalny do włożonej w pozowanie energii i szczerości stanie się najlepszą nagrodą.
Pozostaje zatem pytanie – jak pozować kiedy nigdy tego nie robiliśmy? Do tego też można się przygotować. Poświęćmy kilka minut i stańmy przed lustrem – spójrzmy na siebie pod kątem fotografii. Spróbujmy się uśmiechnąć, zrobić jakąś minę, zagrać jakiś wyraz twarzy – dla wielu osób okaże się to nie takie proste. Podczas ślubu czy wesela śmiech jest stale obecny, więc nie musimy się obawiać o nasz wyrazy twarzy. Jednak, na sesji plenerowej, fotograf ślubny może poprosić nas o stworzenie jakieś scenki, lub np. o wyobrażenie sobie jakieś sytuacji i zachowanie w niej naturalnie – taki trening przed lustrem będzie dobrym wstępem, aby mieć już pierwsze wyobrażenie co robić w przypadku takich próśb.
Warto również pomyśleć co oprócz nas zarejestrują zdjęcia ślubne – czyli o otoczeniu. Nasze mieszkanie, dom rodziców, ogród – przygotujmy nie tylko siebie samego ale i to co wokół nas. Nie mówię, że wszystko trzeba posprzątać, pochować po szafach – takie sytuacje mogą okazać się sztuczne. To trudne, ale należy spojrzeć okiem fotografa ślubnego – kiedy w pokoju, w którym odbędą się zdjęcia jakiś przedmiot wyraźnie kontrastuje z innymi pomyślmy czy nie lepiej go ukryć – tak aby nic z tła nie rozpraszało, nie odwracało uwagi od Pary Młodej. Jeśli planujemy również zdjęcia np. u fryzjera, to przy okazji zamawiania wizyty zerknijmy czy na środku salonu nie widnieje reklama szamponu, jeśli tak, zapytajmy czy na czas zdjęć będzie można ją przesunąć. Takie myślenie wpłynie na efekt końcowy jak najbardziej pozytywnie, więc miejmy je na uwadze podczas planowania dnia ślubu. To samo tyczy się kościoła czy sali balowej – jeśli to możliwe zapytajmy o wystrój, kwiaty, dywan. Zawsze można poprosić o zmianę, lub grzecznie zasugerować pewne ciekawsze, w naszej opinii, rozwiązanie. Warto zdecydować się na dekoracje stonowanie, delikatne i przemyślane – tak, aby komponowały się z otoczeniem, lub stanowiły ciekawy ale dyskretny akcent. Można zapytać w kościele jakie krzesła i dywan są planowane – może wydać się to śmieszne, ale spotkałem się już z sytuacjami, gdzie te elementy wyraźnie nadszarpnięte zębem czasu skupiały uwagę swoimi wzorami i należało tak planować fotografie, aby oddać im jak najmniejszą część kadru.
Zatem kilka ćwiczeń, dobre nastawienie, plan działania, świadomość tego co, jak i gdzie będzie wykonywane, otwarte spojrzenie, szczerość oraz profesjonalny fotograf pozwolą nam odpowiednio przygotować się do zdjęć ślubnych i spowodują, że ‘fotograf’ zniknie z listy przedślubnych stresów, czego serdecznie życzę.