

Ta uczelnia wychowała już wielu malarzy, dziennikarzy, fotografów i pisarzy, więc nie bójcie się zmiany kiedy okaże się, że na nią pora, że studiowanie budownictwa nie jest dla Was najlepszą i jedyną drogą…
Mniej więcej takimi słowami przywitał mnie dziekan wydziału Inżynierii Lądowej na Politechnice Warszawskiej. Nie pamiętam już dobrze jak na nie zareagowałem w tamtej chwili, ale pamiętam jak po dwóch latach zrozumiałem, że były także o mnie, i że przyszła pora zrezygnować z marzeń o własnym moście. Od tamtej pory skończyłem grafikę, fotografię oraz ostatnio filozofię.
Pewnie jak większość nie lubię wstawać rano i od samego początku dnia być już ‘spóźnionym’. Lubię mieć czas na gorącą herbatę i chwilę spokoju tuż po przebudzeniu. Nie lubię zbyt często wychodzić z domu, stać w miejskich korkach. Nie lubię tłumu.
I być może właśnie to, a nie miłość do Zenita (którego nigdy w sumie nie miałem) i nie ‘fotografowanie odkąd pamiętam’ przyczyniło się do tego, że zacząłem myśleć o fotografii w kategoriach zawodu.
Wolny zawód – brzmi świetnie, ale dosyć szybko przekonałem się jak moje wyobrażenia odbiegały od rzeczywistości. Fotografia ślubna to nie tylko zdjęcia ślubne ale również sesje plenerowe, obróbka prac, składanie albumów, spotkania z klientami, odpisywanie na maile, prowadzenie strony, bloga, dbanie o reklamę i firmę – to praca na pełen etat.
Ale i tak, póki co, jest najlepszą jaką mogę dla siebie wyobrazić.
Serdecznie pozdrawiam,
Grzegorz Kowalewski