Świąteczny ślub Kasi i Daniela

A nie stresuje Cię trochę to, że oni też zajmują się fotografią? – zapytała mnie przyjaciółka Kasi, jeszcze podczas przygotowań.

To fakt, Kasia i Daniel zajmują się fotografią zawodowo i nie ukrywam, że myślałem o tym jak zostaną z tego powodu przyjęte przez nich moje zdjęcia. Na szczęście reakcja Kasi była jednoznaczna.

Zapraszam do reportażu z drugiego dnia Świąt Bożego Narodzenia i pierwszego dnia wspólnej drogi Kasi i Daniela.

Jaś i Małgosia

Jana poznałem… na jednym z warszawskich boisk. Tak się złożyło, że graliśmy razem w piłkę. Niedługo potem zapytał mnie czy nie chciałbym zrobić reportażu z jego ślubu z Małgosią.

Zadanie było utrudnione gdyż oboje są grafikami a to znaczy, że na obraz są ponadprzeciętnie wyczuleni. Co więcej studiują na tym samym kierunku, który niedawno sam ukończyłem.

Efekt? Poniżej.

Marta i Kuba

Często jadąc za miasto rozglądam się w poszukiwaniu ciekawych miejsc na plener i praktycznie zawsze kiedy tylko zacznę myśleć w kategorii fotografii widzę idealne, wręcz stworzone pod moje sesje przestrzenie. Nic jak tylko skorzystać z tego fenomenu ‘idealnych miejsc’, zabrać parę ze sobą i jechać przed siebie, bez większego planu dokąd, a z momentem przekroczenia tabliczki ‘Warszawa’ zacząć szukać odpowiednich lokacji.

Martę i Kubę poznałem już wcześniej, zanim zdecydowali się abym to ja fotografował ich ślub. Wiedziałem, że w temacie zdjęć ufają mi i nie będą mieli mi za złe takiego plenerowego eksperymentu.

Oczywiście początkowo fenomen jak na złość przestał obowiązywać a ‘idealne miejsca’ jakby się poukrywały ale na szczęście z biegiem kilometrów zaczęliśmy odnajdywać te do których teraz możemy Was z radością zaprosić.

Kasia i Paweł

Nie wiem komu bardziej podziękować – czy Kasi i Pawłowi, że zaprosili mnie na swój ślub i wesele, czy może Ewelinie i Tomaszowi, którym zdjęcia robiłem rok temu, a którzy namówili Kasię i Pawła aby Ci zdecydowali się powierzyć reportaż w moje ręce.

W każdym razie – dziękuję!

Ilona i Karol

Przyjęcie w Krokodylu na Starym Mieście, ślub niedaleko obok, bo w Świętej Annie, a przygotowania w domowym zaciszu.
Albo jeszcze krócej: kilka miejsc, kilkanaście godzin, kilkaset zdjęć.

I tyle do opowiedzenia.

Marzena i Łukasz

Dobrze, że nie padało.
Dobrze, że byłem za wcześnie.
Dobrze, że Marzena nie była jeszcze gotowa.
Dobrze, że na pomoście nikogo nie było.
Dobrze, że jednak poszliśmy dookoła stawu.

Monika i Piotr

To jedna z tych par, z którymi nie powiedziałbym że pracowałem, ja raczej spędzałem z nimi miło czas. A wszystko to dlatego, że ponoć znalazłem się na jakieś liście poleconych fotografów, którą Monika i Piotr dostali od swojego znajomego.

Nie wiem skąd się tam wziąłem, ale dobrze się stało. Dziękuję.

Karolina i Edu

To było jedno z najlepszych wesel na jakim byłem – przyznałem już po reportażu, żegnając się z Karoliną i Edu. Edu uśmiechnął się i żartem odparł, że pewnie każdej parze mówię tak po skończonej pracy.

Ale tak nie robię.

Samo to, że przyjęcie zaczęło się już gdzieś koło 16, a ja uciekłem z niego koło północy powinno sprawić, że ten dzień kojarzony będzie przeze mnie głównie z długą i ciężką pracą.

Ale tak nie jest.

- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – -

It was one of the best weddings I’ve been to – I admitted after shooting, when I was saying goodbye to Caroline and Edu. Edu smiled and said, that I probably say so to each pair after my work.

But I don’t.

Just because the party began somewhere around 4 p.m. and I went home around midnight, should make this day all about long and hard work.

But it’s not.

 

Marta i Josep

Szanse na krótki plener znikały z każdą kolejną kroplą deszczu. “Marto, pada…” – tymi słowami przywitałem przez telefon przyszłą żonę Josep’a. Nie mieliśmy wyjścia – musieliśmy przełożyć sesję na inny dzień.

Pech, pomyślałem.

Dziś widzę to jednak inaczej – dzień jaki wybraliśmy na zastępstwo obdarował nas tym, czego sobota poskąpiła: przepięknym słońcem oraz pustą nadwiślańską plażą. Ale to nie wszystkie zalety zmiany daty pleneru – buty Marty do dziś nie otrząsnęły się z nadmiaru piachu.

Karolina i Paweł na warszawskim Powiślu

Są takie miejsca gdzie nie sposób nie spotkać w ciągu dnia Młodej Pary snującej się za fotografem. W Warszawie do takich miejsc na pewno można, między innymi, zaliczyć Łazienki oraz ogrody BUW’u.

To pierwsze już wykorzystałem, tego drugiego, póki co… nie zamierzałem.

Przynajmniej nie z własnej woli – kiedy Karolina poprosiła mnie o to abyśmy właśnie tam udali się na sesję ślubną nie protestowałem. Miałem plan: wejdziemy, rozejrzymy się, a ja wtedy powiem coś w stylu: o, jak dużo ludzi, chodźmy nad Wisłę, tam będzie lepiej i luźniej. Niestety nie wziąłem pod uwagę jednego – w słoneczną niedzielę lipca (a było ich w tym roku niewiele) nad Wisłą ludzi nie brakowało.

Nic to – nadszedł czas zmierzyć się z BUW’em – zapraszam do obejrzenia sesji ślubnej Karoliny i Pawła w mojej wersji Ogrodów Uniwersytetu.

Karolina i Michał

Ten dzień miał być wyjątkowy nie tylko dla Karoliny i Michała – przez niefortunny układ wydarzeń ich imiona nie były moim jedynym wpisem w kalendarzu przy dacie 9 lipca. Był tam jeszcze jeden wpis. Wpis, który oznaczał, że i mi zostanie zadanych tego dnia kilka pytań. O 9:00 w sali N201 miałem podejść do egzaminu dyplomowego.

Na szczęście wieczorem mogliśmy sobie wzajemnie jedynie pogratulować dobrych odpowiedzi.

Zapraszam do obejrzenia sesji plenerowej oraz reportażu ślubnego, który pochodzi z nad uroczej Bindugi.